Mój region. Taki piękny.

Mój region. Taki piękny.

Tęsknota za regionem zaczyna się po tygodniu tułaczki. Po roku od przeprowadzki z uśmiechem pędzisz do rodziców w odwiedziny. Po 10 latach, śmiało nazywasz siebie małym patriotą, z nutką nostalgii i z łezką w oku, wspominasz lata spędzone na odludziu.

Zgorzelec to małe miasteczko, odwiecznie zirytowane na pozostawione zabytki, po jego niemieckiej części. Kompleks niższości nie przeszkadzał nam jednak w tłumnych zakupach na Zachodzie, ukazywał nawet straszną prawdę – gdyby nie Polacy, niemieckie miasteczko już dawno zamieniłoby się w Ciechocinek dla osób starszych (wszak i rzekę, i autostradę, tu mamy).

Piesze wycieczki do Gorlitz stanowiły niemal cotygodniowy rytuał większości osób, kolejki w punkcie granicznym, pieczątki do paszportu, taszczenie 10kg proszków do prania – po dwa – jeden dla nas, drugi dla dalszej rodziny. Radość gdy samochodów na przejściu było tak wiele, że uniemożliwiły dotarcie na na basen, na trening …na czas. Oddech wstrzymany, gdy przeglądali samochód, a tam więcej towaru niż można było oficjalnie przewozić…

Co niedzielę chodziło się także na plac targowy, I to nie byle jaki, ogromny asfaltowy plac usytuowany niedaleko PKP Zgorzelec Miasto, zastawiony drewnianymi budkami ożywał co niedzielę życiem ludzi wracających z kościoła. Czego to na nim nie było – kasety z najnowszymi hitami, koszule od wujka – więc ze zniżką, mydła, plecionki i obrzydliwe obrazy ze skóry. 2 godziny chodzenia jak nic..

Teraz wspominam te czasy z nostalgia. Wyjście z domu na koniec ulicy, bez telefonów, bez umawiania się…gdzie każdy wiedział o której, I w którym miejscu, ma się znaleźć. Wspinaczka na wysokie drzewa bez asekuracji i wiedzy dorosłych, na równi z lapaniem jaszczurek przy torach po których pędziły co jakiś czas pociągi. Czego to my na łace nie znaleźliśmy do zabawy…

Wraz z wiekiem, zmieniały się punkty zabaw, i tak – zbuntowana młodzież przesiadywała na amfiteatrze, grając na gitarze i bębnach. Podczas licznych koncertów, zdzieraliśmy gardła śpiewając z nieśmiertelnym Hey-em. Przesiadywaliśmy na moście, nad brzegiem Nysy Łużyckiej, zastanawiając się nas przyszłością. Paliliśmy ogniska w środku lasu… Zawsze znało się choć jedną osobę w większej grupce ludzi. Nikt nas nie zaczepiał, nikt nas nie gonił… te czasy odeszły pozostając jedynie w naszej pamięci. Jak jest tam teraz?

‚Byłam ostatnio w Zgorzelcu i poszliśmy na amfi, powspominać stare czasy, napić się na scenie jak dawniej. I wiesz co ? I ktoś wezwał policję !!’

Takie czasy…